Na tej stronie umieszczono kody JavaScript.
Skrypt możesz uruchomić używając nowszej wersji przeglądarki.
Miłego Dnia.
Napisz maila!   dodaj do ulubionych  Ustaw stronę jako startową      KSIĄŻKI AUTOR GALERIA ANTYBIOTYK
PRZYJACIELE ZAKUP WYDARZENIA ARTYKUŁY KONTAKT


COFNIJ DO POPRZEDNIEJ STRONY





z tomu „cztery ściany i drzwi bez klamki”...



na stare wredne dupy leci tylko dym z papierosów


zapaliłem papierosa po pracy zasłużonego
jak mniemać sobie pozwoliłem i rozsiadłem się
wygodnie na ławce przystanku skąd chciałem dać się
uwieść bezpłatnemu autobusowi do domu z tego piekielnego
centrum handlowego na obrębie miasta jak się tam znalazłem
to pytanie wygrało w rankingu na moje ulubione i z niejaką
przyjemnością powtarzałem je sobie po raz niewiadomo który

przez sześć godzin sprzedałem sto pięćdziesiąt tysięcy
książek radzących jak bezstresowo gotować i umiejętnie
robić laskę płyt z wieśniacką muzyką i filmami o dzielnych
pancernych co to jednym czołgiem wojnę wygrali takim rudym
pism ilustrowanych z czego połowa to hustler a druga program
telewizyjny na cały tydzień ze wszystkimi kanałami i czułem się
naprawdę odchamiony pełna kultura proszę państwa

no więc zapaliłem tego wymarzonego papierosa na ławce
a tu jakaś stara wredna dupa obłożona pięćdziesięcioma
reklamówkami każda z napisem tesco warczy do mnie
że ona nie pali i nie chce wąchać dymu z mojego papierosa
ja pierdolę wyrwało mi się niech pani ma pretensje do wiatru
i całą tą pełną wypracowaną kulturę szlag trafił ale czy to moja wina
że na stare wredne dupy leci tylko dym z papierosów



odejście które było tylko przywidzeniem

dzisiaj przywidziało mi się w pijackim amoku
w samym środku twojej urodzinowej imprezy
że odszedłem od ciebie już raz na zawsze rano
kiedy wyszłaś do pracy nieświadoma niczego złego
spakowałem do podręcznej torby niezbędne rzeczy
w sumie parę gaci i jedną koszulkę na zmianę wziąłem
psa na smycz który pozbawiony dylematów natury moralnej
i etycznej ucieszył się jak to ma w swojej psiej naturze

wyszliśmy z domu i krok w krok noga za nogą łapa za łapą
poszliśmy na zalany słońcem Ostrów Tumski minęliśmy
mroczną katedrę zawsze w cieniu za ogrodem botanicznym
zagłębiliśmy się w swoisty ogród osobliwości dzielnicę wynaturzeń
ludzkich którą zamieszkuje znajomy artysta malarz z ulicy Nowowiejskiej
jak zwykle nie było go w domu pukałem w szybę i pukałem
lecz nie było żadnego odzewu ani ruchu za brudną firaną stary
zegarmistrz wychynął z klitki obok i pogroził nam palcem bez słowa

ze wzrokiem utkwionym we własny cień mdło przesuwający się
po brudnym chodniku odszedłem w bliżej nieokreślonym kierunku
ciągnąc na smyczy pokornego przyjaciela jedynego jaki mi pozostał
i mijaliśmy miasto a miasto nas nie zatrzymywało w naszej bezcelowej
wędrówce już dawno zobojętniało na ludzkie i psie dramaty niezauważenie
jednak wróciliśmy do punktu wyjścia osobistej ziemi obiecanej ciszą
i spokojem złudnie kuszącej ja do biurka pies do miski a gacie i koszulka
na zmianę do szafy tylko wyrzuty sumienia nie znalazły sobie miejsca



jako poeta mógłbym jeszcze wiele

mógłbym jeszcze wlać w siebie parę hektolitrów piwa może nawet wódki
bo przyjemnie jest chodzić najebanym od zmierzchu do świtu mógłbym zerżnąć
kilka głupich dup które chętnie zrobią poecie laskę w pierwszej lepszej bramie
bo to egzotycznie i zawsze na topie mógłbym mieć jeszcze ze trzy żony i wszystkie
byłe przeszłyby do historii literatury jako wyjątkowej klasy suki mógłbym nawet
wypierdolić wydawcę żeby zwiększyć nakład swojego kolejnego niedochodowego
tomiku poezji mógłbym dać komuś w mordę w knajpie że niby krzywo na mnie
spojrzał i w ogóle nie zna się na pisaniu wierszy mógłbym wyrzygać się na publiczność
podczas spotkania autorskiego i podciągnąć to pod performance mógłbym wrócić
do Krakowa do ukochanego getta albo zamieszkać w paru innych miastach żeby was
powkurwiać swoją niewygodną obecnością mógłbym także zapić się na śmierć
powiesić na pasku od spodni skoczyć z mostu do Wisły Odry Wełtawy czy innej rzeki
którą miałbym akurat pod ręką że się tak wyrażę kolokwialnie mógłbym ten wiersz
uczynić o wiele lepszym pod względem treści i formy tak aby przyjemnie się go czytało
bez niepotrzebnego grymasu zniesmaczenia na twarzy mógłbym być o wiele mniej
cyniczny i wtedy czytelnik miałby szansę kto wie nawet mnie polubić i mógłbym jeszcze
wiele jako poeta ale od tego beznadziejnego wymyślania rozbolała mnie już głowa
więc kończę chociaż nie ukrywam że mógłbym pieprzyć takie smuty do białego rana







COFNIJ DO POPRZEDNIEJ STRONY
Góra strony.